Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/161

Ta strona została przepisana.
—   151   —


SCENA V.
Alexandrya. Pokój w pałacu Kleopatry.
(Wchodzą; Kleopatra, Charmian, Iras i Mardyan).

Kleopatra.  O, Charmian!
Charmian.  Pani —
Kleopatra.  Ach! ach! droga Charmian,
Spiesz, proszę, daj mi kubek mandragory.
Charmian.  Dlaczego, pani?
Kleopatra.  Abym mogła zasnąć
I przespać wieki, w których mój Antoni
Zdala ode mnie.
Charmian.  Nazbyt o nim myślisz.
Kleopatra.  O, on mnie zdradza!
Charmian.  Nie myślę tak, pani.
Kleopatra.  Mardyan, rzezańcze!
Mardyan.  Co pani rozkaże?
Kleopatra.  Nie każę śpiewać, bo nic mi w rzezańcu
Do smaku nie jest. O, wiem, że nie trudno
W mniszonem ciele wolnej zostać myśli
I nie wybiegać za krańce Egiptu.
Czy masz ty żądze?
Mardyan.  Mam.
Kleopatra.  Co? rzeczywiste?
Mardyan.  O, nie, nie, pani, bo w rzeczywistości
Tylko uczciwe robić mogę rzeczy,
Mam jednak żądze gwałtowne, i myślę
O tem, co niegdyś Mars zrobił z Wenerą.
Kleopatra.  Charmian, jak myślisz? Gdzie teraz Antoni?
Stoi, czy siedzi, czyli się przechadza?
Czy jest na koniu? O, koń to szczęśliwy,
Który za brzemię Antoniusza niesie!
Pyszń się, o koniu! Czy wiesz, kogo niesiesz?
Ty niesiesz świata tego pół-Atlasa,
Niesiesz przyłbicę i oręż narodów.
Może on teraz cichym szepce głosem: