Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/185

Ta strona została przepisana.
—   175   —

Enobarb.  Przyjmuję wyzwanie: w Egipcie wyćwiczyliśmy nasze gardła niezgorzej.
Menas.  Więc idźmy! (Wychodzą).

SCENA VII.
Na pokładzie okrętu Pompejusza, w blizkości Mizenum.
(Muzyka. — Dwóch lub trzech Służących wnoszą stół zastawiony).

1 Sługa.  Tu przyjdą za chwilę, braciszku. Niejeden chwieje się już na nogach; lada wiatr go obali.
2 Sługa.  Lepidus jak ćwik czerwony.
1 Sługa.  Poją go też jak na stypie.
2 Sługa.  Gdy jeden drugiego ruszył w sedno, on woła: „dość tego!“ i żeby ich zgodzić, sam godzi się z kuflem.
1 Sługa.  A kłóci się z rozumem.
2 Sługa.  Tak to bywa bratać się z wielkimi. Co do mnie, wolałbym mieć truciznę, która może mi się na co przydać, niż halabardę, której nie byłbym w stanie dźwignąć.
1 Sługa.  Być przypuszczonym do wysokiej sfery, a nie wywierać tam swojego wpływu, to są jamy, w których powinny być oczy, ale które zostawione pusto, niemiłosiernie szpecą oblicze.

(Przy odgłosie trąb wchodzą: Cezar, Antoniusz, Pompejusz, Lepidus, Agryppa, Mecenas, Enobarbus, Menas i inni Oficerowie).

Antoniusz.  (do Cezara). Wezbranie Nilu zwyczajem ich mierzyć
Skalą na murach piramid znaczoną,
I stąd wnioskują głód albo urodzaj.
Im wyższa woda, tem większe nadzieje;
A kiedy rzeka do łoża powróci,
Na mokrym mule rolnik ziarno sieje,
Niedługo potem zbiera piękne żniwo.
Lepidus.  Macie tam także dziwne rodzaje wężów.
Antoniusz.  Prawda, Lepidzie.

Lepidus.  Wasz wąż egipski wylęga się z waszego mułu sprawą waszego słońca, tak samo jak wasz krokodyl.
Antoniusz.  To prawda.
Pompej.  Siadajmy. Przynieście wina. Zdrowie Lepida!