Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/189

Ta strona została przepisana.
—   179   —

Kochany bracie, oddalmy się, proszę.
Naszą powagę krzywdzi taka lekkość.
Patrz, jaki ogień lica nasze pali,
Słabszy od wina silny Enobarbus,
I mój się język plącze, kiedy mówię.
Wszystkich nas równo zbytek omajaczył.
Lecz słów już dosyć. Życzę wam, dobranoc!
Dobry Antoni, daj mi twoją rękę.
Pompej.  Pozwólcie, że was na ląd odprowadzę.
Antoniusz.  Zrobisz nam łaskę. Daj mi twoją rękę.
Pompej.  Antoni, ojca mego dom zabrałeś —
Lecz zawsze jesteś moim przyjacielem.
Dalej, do łodzi!
Enobarb.  A tylko ostrożnie!
Menas, tej nocy zostaję tu z wami.

(Wychodzą: Pompejusz, Cezar, Antoniusz i Służba).

Menas.  W mojej kajucie. — Dalej bębny, żwawo!
Fletnie i trąby, ozwijcie się chórem!
Niechaj i Neptun w swych usłyszy głębiach,
Jak wielkich ludzi żegnamy. No, dalej!

(Odgłos trąb i bębnów).

Enobarb.  Hola, ho! dla was czapka ta w górę.
Menas.  Szlachetny wojowniku, idźmy! (Wychodzą).


AKT TRZECI.
SCENA I.
Płaszczyzna w Syryi.
(Wchodzą: Wentydyusz, jakby w tryumfie, Syliusz i inni rzymscy Oficerowie i Żołnierze; przed Wentydyuszem niosą umarłe ciało Pakorusa).

Wentyd.  Upadłaś, Partyo, pomimo strzał twoich;
Krassa mścicielem robi mnie fortuna.
Na czele armii królewskiego syna