Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/201

Ta strona została przepisana.
—   191   —


SCENA VII.
Obóz Antoniusza w blizkości Akoyum.
(Wchodzą: Kleopatra, Enobarbus).

Kleopatra.  Poczekaj, jeszcze nie skończyłeś ze mną.
Enobarb.  Ale dlaczego? dlaczego? dlaczego?
Kleopatra.  Nie chciałeś, żebym z wami szła na wojnę,
Mówiłeś, że to rzecz nieprzyzwoita.
Enobarb.  Czy źle mówiłem?
Kleopatra.  Co jest na przeszkodzie?
Enobarb.  (na str.). Jakżebym łatwo mógł jej odpowiedzieć:
Wódz, coby zmieszał klacze i ogiery,
Ogierów cały straciłby użytek,
Bo klaczby każda jeźdźca i ogiera
Uniosła razem.
Kleopatra.  Co mruczysz pod nosem?
Enobarb.  Obecność twoja mąci Antoniusza,
Cząstkę mu serca, mózgu, czasu bierze,
Chociaż obecnie do zbycia ich nie ma.
O lekkomyślność dawno go już skarżą;
Wieść biega w Rzymie, że Fotyn, rzezaniec,
I dziewki twoje wojną tą kierują.
Kleopatra.  Niech Rzym przepadnie! Niech zgniją języki,
Co śmią tak mówić! Mam w tej wojnie udział,
A jako głowa mojego królestwa,
Chcę jak mąż stanąć; więc się nie upieraj;
Zobaczysz zresztą, nie będę ostatnią.
Enobarb.  A więc skończyłem. Otóż imperator.

(Wchodzą: Antoniusz i Kanidyusz).

Antoniusz.  Czy to nie dziwna, że z taką szybkością
Jońskie morze przepłynął z Tarentu
I zdobył Toryn? — Droga, czy słyszałaś?
Kleopatra.  Leniwych tylko pośpiech zwykle dziwi.
Antoniusz.  Dobry przycinek, godny bohatera,
Chcącego karcić ludzi swych powolność.
Wiedz, Kanidyuszu, z Cezarem na morzu
Pójdę się mierzyć.