Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 8.djvu/173

Ta strona została przepisana.

Idź, a do zimnej innych odpowiedzi
Dodaj i moją: kto honor mój plami,
Niechaj się żegna z mymi talentami (odchodzi).

Sługa.  Doskonale! Honorowy łotr z waszmości. Nie wiedział dyabeł, co robił, gdy lepił polityka; sam się zrujnował, bo jestem pewny, iż na tem się skończy, że swojem hultajstwem wybawi się człowiek z dyabelskiej niewoli. Co sobie kłopotu pan ten zadaje, żeby się hultajem pokazać! Do uczciwych udaje się wzorów, aby zostać hajdamaką, podobny do tych ludzi, którzy przez gorącą gorliwość gotowi całe królestwo podpalić. Takiej natury jest jego polityczna miłość! On twą ostatnią był nadzieją, panie.
Wszystko przepadło! lecz Bóg ci zostanie.
Drzwi, co przez długie pomyślności lata
Rygla nie znały, teraz po raz pierwszy
Wolności swego pana bronić muszą.
Taki to zwykle koniec rozrzutnika:
Nie zamknął kufra, drzwi teraz zamyka (wychodzi).

SCENA IV.
Przysionek w domu Tymona.
(Wchodzą: dwaj Słudzy Warrona, Sługa Lucyusza, Tytus, Hortensyusz i inni Słudzy wierzycieli Tymona, czekając na jego wyjście).

Sł. Warr.  Witaj, Tytusie, witaj Hortensyuszu!
Tytus.  Dobry Warronie, witam cię uprzejmie.
Hortens.  I Lucyusz? Co nas wszystkich tu sprowadza?
Sługa Luc.  Wszystkich, jak myślę, tenże sam interes.
Ja po pieniądze przychodzę.
Tytus.  My także.

(Wchodzi Filotus).

Sługa Luc.  Patrz i Filotus.
Filotus.  Wszystkim wam dzień dobry!
Sługa Luc.  Dzień dobry, bracie. A która godzina?
Filotus.  Blizko dziewiątej.
Sługa Luc.  Jakto, już tak późno?