Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 8.djvu/39

Ta strona została skorygowana.

„Pęknę na honor, patrząc na człowieka,
Co czytał, słyszał albo sam doświadczył,
Czem jest kobieta, czem zawsze być musi,
A jednak wzdycha w godzinach swobody,
I za niewolą płacze niewątpliwą“.
Imogena.  Mąż mój tak mówi?
Jachimo.  Tak jest, mąż twój, pani,
Gdy mu od śmiechu oczy łzą zachodzą.
Prawdziwa rozkosz być tylko przytomnym,
Jak z nieboraka Francuza przedrwiwa.
Lecz, mimo tego, Bóg widzi, są ludzie
Godni nagany.
Imogena.  Nie mój mąż, przypuszczam.
Jachimo.  Nie on, jednakże bożej mógłby łaski
Z większą wdzięcznością i lepiej używać.
Uposażony bogato sam w sobie,
W tobie skarb znalazł — jesteś bowiem jego —
Nad wszelką cenę. Zmuszony podziwiać,
Zmuszony jestem litować się także.
Imogena.  Nad kim?
Jachimo.  Nad dwiema razem istotami.
Imogena.  A ja z nich jedną? Patrzysz na mnie, panie;
Co we mnie widzisz godnego litości?
Jachimo.  Biada! Uciekać od jasnego słońca,
Grzać się w ciemnicy przy łojowej świeczce!
Imogena.  Odpowiedz jaśniej na moje pytanie:
Czemu się, proszę, litujesz nade mną?
Jachimo.  Gdy inne, chciałem dodać, używają —
Lecz pomsta bogów nieśmiertelnych sprawą,
A mówić o tem nie należy do mnie.
Imogena.  Posiadasz jakąś straszną tajemnicę
Mnie dotyczącą; wytłómacz się jasno;
Powątpiewanie nieraz głębiej rani,
Niż pewna wiedza; bo pewne nieszczęście
Albo żadnego nie ma już lekarstwa,
Albo ratunek znaleźć jeszcze może
Odkryte w porę. Powiedz całą prawdę,
Którą zaczynasz, a skończyć się lękasz.