Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/283

Ta strona została przepisana.
—   273   —

Tu kończy się komedya Szekspira. W pierwotnej sztuce, którą on obrobił, następujący znajduje się

EPILOG:
(Słudzy Pana wnoszą Slaja w dawnym jego ubiorze i zostawiają go, gdzie go znaleźli. Po ich odejściu wbiega Karczmarczyk).

Karczm.  Teraz, gdy cienie nocy uleciały,
Gdy brzask już srebrzy kryształowe niebo,
Czas iść do pracy. — Ale cóż to widzę?
To Slaj! O dziwy! czy tu noc przepędził?
Zbudzę go; byłby biedak umarł z głodu,
Gdyby żołądka nie był dobrze nalał.
Fe, wstydź się Slaju! wstawaj, bo już świta.

Slaj.  Szymku, daj mi jeszcze szklankę wina. Jakto, czy już aktorowie odeszli? Alboż nie jestem magnatem?
Karczm.  Fałszywy magnat; jeszcześ nie wytrzeźwiał?
Slaj.  Kto to? Karczmarczyk! o Panie, co za rozkoszny sen miałem; jak żyjesz, nic podobnego nie słyszałeś.

Karczm.  Jabym ci radził powracać do domu,
Żona ci natrze uszu za marzenia.
Slaj.  Myślisz? Lekarstwo mam na sekutnice:
Właśnie ja o tem całą noc marzyłem;
Tyś mnie rozbudził ze snu najmilszego.
Wracam do domu, a ugłaskam żonę,
Jeśli grać ze mną sekutnicę zechce.
Karczm.  Poczekaj, Slaju, pójdę z tobą razem,
A w drodze sen mi opowiesz twój cały. (Wychodzą).