Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/117

Ta strona została przepisana.


świeżo ruszana, fakt byłby nie mógł absolutnie ujść naszej uwadze. Pięć czy sześć tomów świeżo od introligatora badaliśmy wzdłuż przy pomocy igieł.
— Zbadaliście też podłogi pod dywanami.
— Niewątpliwie. Odsunęliśmy każdy dywan, badając podłogę mikroskopem.
— I obicie pokojowe?
— Tak.
— Zaglądaliście do piwnic?
— Oczywiście.
— Zatem — powiedziałem — przeliczyliście się panowie, i listu nie ma w pałacu, jak pan to przypuszcza.
— Obawiam się, że pan masz racyę — rzekł Prefekt. — No a teraz, cóżbyś mi pan radził czynić, panie Dupin.
— Zbadać wszystko dokładnie na nowo.
— To jest całkiem zbyteczne, — odparł G.
— Jestem tak pewny tego, że listu nie ma w pałacu, jak śmierci.
— Nie mogę dać panu lepszej rady — rzekł Dupin. — Masz pan oczywiście dokładny opis listu.
— Oh tak! — Mówiąc to Prefekt wyciągnął notatnik i odczytał drobiazgowy opis wewnętrznego a zwłaszcza zewnętrznego wejrzenia listu. Wkrótce po skończeniu czytania tego opisu, wyszedł bardziej przygnębiony, niż był kiedykolwiek przedtem.
W miesiąc potem odwiedził nas znowu znajdując nas przy tem samem, co poprzednio zajęciu.