Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/133

Ta strona została przepisana.


tyczny upadek, który niemniej będzie gwałtowny, jak niezgrabny. Łatwo mówić o facilis descensus Averni, ale we wszystkich gatunkach drapania się, jak Catalani powiedział o śpiewie, łatwiej wyleść niż zejść. W danym wypadku nie sympatyzuję z tym, który zejdzie. On jest tem monstrum horrcendum, którego myśli chciałbym znać w chwili, gdy wyzwany do boju przez stronę interesowaną zajrzy do zostawionego mu przezemnie listu.
— Jakto? Czyżeś pan napisał co szczególnego?
— Nie zdawało mi się rzeczą właściwą zostawiać wnętrze in blanco, to by było ubliżeniem.
»D. — — podstawił mi raz nogę w Wiedniu, co przyrzekłem mu pamiętać. Ponieważ wiedziałem, że zapragnie znać człowieka, który go wywiódł w pole, dałem mu wskazówkę. Zna on dobrze moje pismo, toteż przepisałem na środku arkusza słowa:

»Un dessein si funeste
S‘il n‘est digne d’altrec est digne de Thycste«.

Można te słowa znaleść w Crebillon‘a, Atrée.«