Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/221

Ta strona została przepisana.


całkowitej śmierci inaczej jak tylko wskutek niedoskonałości swej słabej woli«.
Potem jakby wyczerpana wzruszeniem opuściła swe białe ramiona i wróciła uroczyście na łoże śmierci, a gdy wydawała swe ostatnie tchnienia zmieszał się z niemi niski mruk. Nachyliłem ucho ku jej wargom i rozpoznałem znowu końcowe słowa ustępu z Glanvilla: »Człowiek nie poddaje się aniołom, ani też całkowitej śmierci, jak wskutek niedoskonałości swej słabej woli«.
Umarła, a ja zmartwieniem na proch zmiażdżony, nie mogłem dłużej znieść samotnego opustoszenia mego domu, w starem i rozpadającem się mieście nad Renem. Nie brakło mi tego, co świat nazywa bogactwem. Ligeia wniosła mi o wiele więcej niż zwykłe staje się udziałem śmiertelnych. To też po kilku miesiącach nudnej i bezcelowej włóczęgi, kupiłem i kazałem odnowić opactwo, którego nazwy nie wymienię, w jednej z najdzikszych i najmniej uczęszczanych części pięknej Anglii. Ponura wspaniałość budynku, prawie dzikie wejrzenie całości, wiele melancholicznych i szacownych wspomnień związanych z miejscowością, miały wiele wspólnego z uczuciami zupełnego opuszczenia, które wpędziło mnie w tę odległą i nietowarzyską okolicę kraju. Chociaż na zewnątrz opactwo, otoczone zielonością, niewielkiej podległo zmianie wewnątrz z dziecinną przewrotnością, a może i w nadziei przyniesienia ulgi memu cierpieniu puściłem