Otwórz menu główne

Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/277

Ta strona została przepisana.


Teraz rozpocznę opis wyników usiłowania tak pozornie zuchwałego w pomyśle, tak bezprzykładnego w rocznikach dziejów ludzkich.
Osiągnąwszy powyżej wspomnianą wysokość — to znaczy trzy mile i trzy czwarte — wyrzuciłem z kosza pewną ilość piór i przekonałem się, że się ciągle jeszcze wznoszę z wystarczającą chyżością; nie było zatem potrzeby zmniejszania balastu. Cieszyło mnie to, ponieważ pragnąłem zachować przy sobie tyle ciężaru, ile mogłem udźwignąć, z tej prostej przyczyny, że nie miałem żadnej pewności, ani co do siły przyciągania, ani też atmosfery księżyca.
Jak dotąd nie czułem żadnego fizycznego niedomagania, oddechając swobodnie i nie doznając bólu głowy. Kot leżał bardzo skromnie na surducie, który zdjąłem z siebie i spoglądał na gołębie z wyrazem nonszalancyi. Te zaś przywiązane za nogi, aby mi nie uciekły, zajęły się pilnie dziobaniem ziarn ryżu, rozsypanych umyślnie w tym celu na dnie kosza.
W dwadzieścia minut po szóstej barometer wskazywał wzniesienie 26.400 stóp, czyli pięciu mil okrągło. Widnokrąg zdawał się być nieograniczony. Łatwo istotnie obliczyć przy pomocy geometryi sferycznej, jak wielką przestrzeń powierzchni ziemskiej ogarniałem okiem. Wypukła powierzchnia jakiegokolwiek odcinka kuli, ma się tak do jej całej powierzchni jak sinus versus, to