Otwórz menu główne

Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/281

Ta strona została przepisana.


wspomnienie figla jaki sprawiłem trzem wierzycielom i możliwe tegoż dla mnie następstwa, skłoniły mnie chwilowo do zaniechania tego.
Położyłem się więc na dnie kosza i usiłowałem zebrać siły. Po chwili postanowiłem spróbować puszczenia krwi. Nie mając atoli lanceta, musiałem wykonać operacyę jak mogłem najlepiej, co mi się w końcu udało przez otworzenie żyły w lewem ramieniu przy pomocy scyzoryka.
Zaledwie krew zaczęła płynąć, gdy poczułem wyraźną ulgę, a kiedy upuściłem z pół miski krwi większość złośliwych symptomów opuściła mnie. Mimo to nie zdawało mi się rzeczą właściwą natychmiastowe podniesienie się na nogi i podwiązawszy ramię jak mogłem najlepiej, leżałem jeszcze dobry kwadrans. Wreszcie powstałem, czując się wolniejszym od bólu jakiegokolwiek teraz, niż w ciągu ostatnich pięciu kwadransy mej podróży. Tylko trudność oddechania nie o wiele się zmniejszyła, to też rozumiałem, że niebawem trzeba, będzie zrobić użytek z mego aparatu zagęszczającego. Tymczasem spojrzawszy na kotkę, która znowu ułożyła się wygodnie na mem palcie, spostrzegłem ku memu ogromnemu zdziwieniu, że podczas mej niedyspozycyi zdołała wydać na świat trzy kocięta.
Był to dodatek do liczby pasażerów, którego całkiem się nie spodziewałem, ale zdarzenie to było na rękę, dało mi bowiem możność sprawdzenia