Otwórz menu główne

Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/284

Ta strona została przepisana.


do widnokręgu, że pozorny parallelizm podstawy i przeciwprostokątni zniknie.
Gdy zdawało mi się, że gołębie bardzo wielkie zdradzały cierpienie, postanowiłem je obdarzyć wolnością. Naprzód odwiązałem jednego z nich i umieściłem na brzegu kosza. Zdradzał ogromny niepokój, obzierał się na wsze strony, trzepotał skrzydłami, gruchał głośno, ale nie chciał jakoś wznieść się w powietrze.
Wtedy wziąłem go i rzuciłem na odległość jakich sześciu yardów od kosza. Gołąb nie usiłował atoli, czego się spodziewałem spuścić się na dół, lecz starał się gwałtownie powrócić, wydając równocześnie przejmujący głos.
Zaledwie atoli dostał się na swe pierwotne miejsce, gdy głowa opadła mu na piersi i on sam stoczył się na dno kos za bez życia.
Drugi nie był tak nieszczęśliwy. Aby mu przeszkodzić w naśladowaniu towarzysza i powrócenia do balonu, rzuciłem go w dół z całej siły, poczem zaczął się spuszczać z wielką szybkością, robiąc użytek ze swych skrzydeł w sposób łatwy i całkiem naturalny. Wkrótce zniknął mi z oczu i zapewne bez żadnego wypadku dostał się na ziemię. Kotka, która zdaje się w znacznym stopniu odzyskała zdrowie, pożywiła się doskonale zmarłym gołębiem, poczem z wielkiem zadowoleniem ułożyła się do snu. Kocięta były bardzo żywe i jak dotąd nie zdradzały żadnego niepokoju.