Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/65

Ta strona została przepisana.


Roh zostali zbudzeni ze snu strasznymi krzykami, wychodzącymi najwyraźniej z czwartego piętra domu na Rue Morgue, zajmowanego wyłącznie przez Madame L’Espanaye, i jej córkę, Mademoiselle Camille L’Espanaye. Po niejakiej zwłoce, spowodowanej bezowocnem usiłowaniem dostania się do wnętrza zwyczajnym sposobem, brama została wywalona żelazem, a ośmiu czy dziesięciu sąsiadów weszło w towarzystwie dwóch żandarmów. Tymczasem krzyki ustały, ale gdy sąsiedzi wbiegali na pierwsze piętro schodów, można było odróżnić dwa lub więcej szorstkich głosów w sprzeczce, wychodzących z górnej części domu. Po chwili i te dźwięki ucichły, i nastała zupełna cisza, obecni rozproszyli się, przebiegając od pokoju do pokoju. Po przybyciu do wielkiego tylnego pokoju na czwartem piętrze, którego drzwi z wewnątrz zamknięte też zostały wyłamane, przedstawił się oczom widok uderzający nie mniej okropnością jak dziwacznością.
Apartament był w najdzikszym bezładzie, meble połamane i porozrzucane. Stało tylko jedno łóżko, z którego ściągnięta pościel znajdowała się na środku podłogi. Na krześle leżała skrwawiona brzytwa. Na ognisku znaleziono dwa czy trzy długie i grube warkocze siwych włosów ludzkich także krwią zbryzgane i wyraźnie wyrwane z korzeniem. Na podłodze znaleziono cztery napoleony, topazowy kolczyk, trzy wielkie łyżki srebrne, trzy