Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/90

Ta strona została przepisana.


zbrodni, musielibyśmy uważać też jej sprawce za tak chwiejnego idyotę, iż porzucił motyw postępku razem ze złotem.
»Mając zatem stale w umyśle punkty, na które zwróciłem pańską uwagę — mianowicie szczególny głos, niezwykłą zwinność, i tak zdumiewający brak pobudki w morderstwie, tak bezprzykładnie okrutnem — rzućmy okiem na zbrodnię samą. Oto kobieta uduszona na śmierć siłą rąk i wpakowana w komin głową na dół. Zwyczajni zbrodniarze nie używają takich sposobów mordowania. Przedewszystkiem, nie w taki sposób ukrywają ciała swych ofiar. Przyznasz pan, że w sposobie wepchnięcia trupa w komin, było coś niesłychanie ontré — coś nie dającego się pogodzić z naszemi pojęciami o ludzkich czynach, gdybyśmy nawet przyjęli najbardziej zdeprawowanych ludzi. Pomyśl pan przytem, jak wielka musiała być siła, która w wepchnęła ciało w wąski otwór tak, że trzeba było połączonych usiłowań kilku ludzi do wydobycia trupa z powrotem!
»Zwróćmy się obecnie do innych dowodów użycia wprost zdumiewającej siły. Na ognisku były warkocze — bardzo grube warkocze — siwych włosów ludzkich, wyrwanych z korzeniami. Wiesz pan przecie, jak wielkiej trzeba siły do wyrwania w ten sposób bodaj dwudziestu lub trzydziestu włosów — widziałeś pan warkocze tak dobrze, jak ja. Korzenie ich (wstrętny to widok) były