Otwórz menu główne

Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Niedźwiecki).djvu/17

Ta strona została uwierzytelniona.


którzy przedstawili się z całą uprzejmością jako funkcyonaryusze policyjni. Jeden z moich sąsiadów posłyszał w nocy krzyk, co nasunęło podejrzenie zbrodni. Policya, zawiadomiona o tem, przysłała swych ludzi celem przedsięwzięcia na miejscu śledztwa.
Uśmiechnąłem się — bo i czegóż się mogłem bać? — i pozdrowiłem uprzejmie ichmościów. Okrzyk ów — objaśniłem — mnie samemu wydarł się we śnie, co się zaś tyczy staruszka, wyjechał, dodałem, na wieś. Oprowadziłem przybyłych po całym domu, żądając, aby zaglądali wszędzie i wszystko zbadali jak najdokładniej. W końcu zaprowadziłem ich także do pokoju starego i pokazałem, że wszystko, co posiadał, znajduje się w jak największym porządku, starannie pochowane i nietknięte. W poczuciu mego bezpieczeństwa byłem formalnie jakby upojony a przyniósłszy krzesła, zmusiłem przedstawicieli władzy, by je zajęli i odpoczęli po trudzie. Sobie samemu zaś postawiłem krzesło, w szalonem zuchwalstwie sukcesu, który mi się wydawał zupełnym, akurat w tem właśnie miejscu, gdziem ukrył trupa mej ofiary.
Policyanci wyglądali kompletnie zadowoleni z wyniku uskutecznionych poszukiwań. Zachowanie moje przekonało ich, ja sam zaś nie traciłem rezonu ani na chwilę. Usiadłszy na podanych krzesłach gawędzili o rzeczach obojętnych, ja zaś odpowiadałem na każde ich zapytanie z całą gotowością.