Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Niedźwiecki).djvu/21

Ta strona została uwierzytelniona.


„Nieduża skała“, na której zrąb tak niedbale dla odpoczynku się był rzucił, że cięższa połowa jego ciała po za nią się zwieszała, za całą zaś ochronę służyć mu mogły jedynie łokcie, o sam brzeżek, do tego ślizki, wsparte, — ta „nieduża skała“ wznosiła się blokiem lśniąco czarnego głazu, stromo i prostopadle, na jakie 1500 albo 1600 stóp wysokości z całego usypiska skalnego gruzu pod nami. Nic w świecie nie byłoby mnie w stanie skłonić, ażebym się choćby o łokieć jeszcze przybliżył ku jej brzegowi. Byłem zaś taki zdenerwowany pozycyą mego towarzysza, że wyciągnąłem się na ziemi jak długi, czepiając się z całej siły krzaków i nie śmiejąc oczu nawet podnieść ku niebu. Daremnie zwalczałem w duszy myśl, że wściekłość wichru może wstrząsnąć podwalinami skały. Dopiero po dłuższej chwili zdołałem z siebie wykrzesać tyle odwagi, że usiadłszy, spojrzałem w dal.
— Tego rodzaju przywidzenia niech pan w sobie przełamie — rzekł mój przewodnik — bo przecież w tym właśnie celu przywiodłem pana tutaj, abyś pan miał możliwie najlepszy przegląd widowni owego zdarzenia, o którem wspomniałem, ja zaś abym panu mógł opowiedzieć całą historyę w tym samym czasie, kiedy pan całkowitą jej sceneryę przed oczyma mieć będziesz.
„Znajdujemy się obecnie — mówił dalej w ów sobie właściwy, szczegółowy sposób — znajdujemy