Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Niedźwiecki).djvu/36

Ta strona została uwierzytelniona.


Niepodobna mi skreślić uczuć, jakich doświadczyłem w tej chwili. Od stóp do głowy wstrząsnęło mną, jakby w najsilniejszej febrze. Wiedziałem doskonale, co pragnął dać mi tem słowem do zrozumienia. Z wiatrem, który nas gnał obecnie, musieliśmy się dostać w toń wiru i nic w świecie nie mogło nas już od tego uratować.
Jak sobie pan zapewne przypomina, przepływaliśmy w czasie przeprawy przez kanał prądu zawsze w znacznej odległości powyżej wiru nawet podczas zupełnej pogody i czekaliśmy potem z największą bacznością na czas ciszy — teraz jednak pędziliśmy w linii prostej w otchłań, w dodatku podczas takiego orkanu! — „W każdym razie — myślałem — znajdziemy się tam w momencie ciszy, tkwi w tem iskierka nadziei, w najbliższej chwili jednak lżyłem już sam siebie za to, że jestem do tego stopnia głupi, aby się teraz w ogóle jakąkolwiek jeszcze nadzieją łudzić. Zbyt dobrze wiedziałem przecie, że jesteśmy zgubieni, choćby nasz statek był dziesięć razy większy od okrętu wojennego z 90 działami.
Tymczasem wyczerpała się pierwsza wściekłość burzy, lub może odczuwaliśmy ją tylko słabiej, mając ją teraz za plecyma, na każdy sposób jednakże fale, którym wicher nie pozwalał się dotąd wzbijać zbytnio, dźwigały się obecnie na wysokość gór. I niebo zmieniło równie osobliwie swą postać. Dokoła nas na wszystkie strony było jeszcze ciemno,