Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Niedźwiecki).djvu/39

Ta strona została uwierzytelniona.


dźwięk, który pan sobie najlepiej przedstawić potrafi w postaci gwizdu wentylów kilku tysięcy parostatków w chwili wypuszczania pary. Znajdowaliśmy się obecnie w owym pasie pian, co otacza zawsze lej wiru, pomyślałem więc naturalnie, że najbliższa sekunda pogrąży nas w otchłani, w której głąb z największą tylko trudnością mogliśmy zajrzeć, z powodu zdumiewającej szybkości, z jaką nas naprzód gnało. Zdawało się, jakby się barka wcale w wodzie nie zagłębiała, tylko na podobieństwo bańki mydlanej mknęła po wierzchu pian. Sterem zwrócona w stronę wiru, dziób miała skierowany ku bezmiarom wody, które co tylko opuściliśmy. Wznosiły się one niby olbrzymia, potworna, pochyła ściana między nami a widnokręgiem.
Wyda się to panu może dziwnem, lecz teraz, kiedyśmy się już znajdowali w samej prawie paszczy odmętu, czułem się spokojniejszym niż w chwili zbliżania się ku niemu. Postradawszy raz wszelką nadzieję, pozbyłem się w większej części pierwszego, obezwładniającego lęku. Zapewne rozpacz właśnie zahartowała moje nerwy.
Kto wie, czy nie posądzisz mnie pan o przechwałki; opowiadam panu wszakże najczystszą prawdę — owóż zacząłem rozmyślać nad tem, coby to jednak była za wspaniała rzecz, umrzeć w taki sposób i jaką niedorzecznością było z mej strony do rzeczy tak marnej jak życie moje tak wysoką przywiązywać cenę w obliczu tego przecudnego