Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Niedźwiecki).djvu/47

Ta strona została uwierzytelniona.


i wnioskach, jakie z tychże wysnułem. Oto przy każdem obsunięciu się niżej w głąb leja natrafialiśmy to na beczkę, to na maszt okrętowy lub drąg od żagla, podczas gdy równocześnie znaczna ilość takichże samych przedmiotów, które na jednej z nami wirowały do niedawna wysokości, kiedym po raz pierwszy rzucił okiem na cuda, dziejące się w wnętrzu leja, znajdowały się teraz dość wysoko nad nami i, jak mi się zdawało, niewiele tylko obsunęły się poniżej swego pierwotnego poziomu.
Przestałem się wahać, co mi teraz uczynić należy. Postanowiłem przywiązać się silnie do beczki, której trzymałem się do tej chwili, uwolnić ją z pęt, przymocowujących ją do pokładu, i rzucić się razem z nią w wodę. Próbowałem za pomocą przeróżnych znaków zwrócić uwagę mojego brata, pokazywałem na próżne beczki, które się znalazły w naszem pobliżu, czyniąc, co tylko było w mej mocy, aby mu dać do zrozumienia, co zamierzam... Zdawało mi się wreszcie, że pojął moje zamysły, tak czy też nie — potrząsnął jednak głową w rozpaczliwy sposób i nie chciał opuścić swego miejsca u czopa z pierścieniem. Niepodobna było dostać się doń, sytuacya bowiem nie pozwalała ruszyć się z miejsca, to też po ciężkiej wewnętrznej walce zostawiłem go jego losowi a sam przywiązałem się do beczki sznurami, które ją utrzymywały w jej położeniu i nie zwlekając ani chwili, rzuciłem się wraz z nią w morze.