Strona:Edmund De Amicis - Marokko.djvu/365

Ta strona została przepisana.




∗             ∗

Spostrzegłem, iż jednemu z żołnierzy pałacowéj straży brak prawego ucha; powiedziano mi, że odciął mu je prawnie, w obec świadków, inny żołniérz, którego ów piérwszy, nie na długo przedtém, również ucha pozbawił. Takiém jest prawo odwetu w Marokko. Nie tylko krewny jakiéjś zabitéj osoby może zamordować zabójcę w ten sam dzień tygodnia, o téj saméj godzinie i na tém samém miejscu gdzie padła ofiara, zadać mu śmierć tym samym orężem, którego on użył i ugodzić w to samo miejsce, w które on ugodził; lecz każdy kto został pozbawiony jakiegobądź członka ma prawo pozbawić tegoż samego członka, człowieka, który mu go odjął. Przytoczę tu pewne zdarzenie, któremu towarzyszyły niezwykłe okoliczności; opowiedział nam o niém urzędnik francuskiego konsulatu, który, jak się zdaje, znał osobiście jednę z dwu jego ofiar. Było to przed kilku laty. Pewien kupiec angielski z Mogadoru wracał do miasta w dzień targowy, wieczorem, w chwili gdy brama była zapełniona