Strona:Edmund De Amicis - Marokko.djvu/468

Ta strona została przepisana.




∗             ∗

Gubernator Sid-Bekr-el Abbassi, który już się dowiedział z jakiemi pochwałami odzywał się o nim przed sułtanem nasz poseł, tą razą podwoił uprzejmość dla nas, był jeszcze bardziéj ujmujący... Wypocząwszy nieco, ruszyliśmy w dalszą drogę do Karia-el-Abbassi, dokąd przybyliśmy o południu. Kilka godzin największego upału spędziliśmy w tym samym białym pokoiku, w którym na trzydzieści pięć dni przedtém ukazała się nam na chwilę, z poza zawoju swego ojca, prześliczna córeczka gubernatora. Tu Sid-Bekr-el-Abbassi przedstawił posłowi, pomiędzy innemi osobami, pewnego pięćdziesięcioletniego maura, o wspaniałjé postawie i miłym układzie, którego, jak sądzę, każdy z nas długo będzie pamiętał, nie tyle ze względu na niego samego, ile dla tych wszystkich niezwyczajnych rzeczy, które opowiadano nam o jego ro-