Strona:Edmund De Amicis - Marokko.djvu/497

Ta strona została skorygowana.
493

wzdymającą się wiecznie za lada podmuchem; objął mię za szyję jak stary przyjaciel i dwa razy głośno pocałował w ucho.
A kiedy parowiec odpłynął, jeszcze nas żegnali, stojąc w łodzi, powiewając swemi czerwonemi chustkami i wołając tak długo, aż ich mogliśmy słyszéć:
— Niech Allah będzie na drodze waszéj! Wracajcie do Marokko! Bywajcie zdrowi Nazarejczykowie, bywajcie zdrowi Włosi! Żegnajcie nam, żegnajcie!

KONIEC.