Strona:Edmund Różycki (Szkic biograficzny).djvu/59

Ta strona została uwierzytelniona.

Zaruski. Na twarzy generała, mówi ów naoczny świadek, gdy pytał o szczegóły, był „wielki smutek wyryty“, bladość uwidoczniała ból głęboki, lecz czoło dla powitania nieszczęsnych, lecz mężnych rozbitków starał się wypogodzić.
Starcie przy Łaszkach, prócz kilku rannych, między którymi, przybyły zaledwie przed paru godzinami rotmistrz Klukowski, dostał kulą w strzemię z oderwaniem kawałka buta — nie wyrządziła większych szkód w oddziale. Po tej potyczce jazda wołyńska, bezwzględu na znużenie i ciemność nocy, maszerowała bez wytchnienia, i, omijając Medewdówkę, ciągnęła ku zachodowi. O świcie zaledwie, widząc, że konie strasznie zmęczone, generał pozwolił nieco wypocząć. Wstrzymano pochód idący przyśpieszonym krokiem; nie dłużej wszakże wypoczywano jak dwie godziny.



Z głębi mgły porannej, nad wzgórzami i stawiskami Wołynia, ukazała się wspaniała tarcza słońca. Ranek 26 maja był cichy, pogodny, pełen orzeźwiających aromatów pól i łąk; szeregi zbrojnych szły raźno, wesoło, nie czując znużenia, które, zaiste, było niemałe; echa smutnych przeczuć nie unosiły się ponad kolumnami jezdzców; bezbrzeżna wiara w wodza dodawała wszystkim otuchy, wierzono głęboko, iż z nim zawsze zwycięztwo... pieśń powstańcza zabrzmiała wśród szeregów.
Wszystko dokoła było oblane promieniami wiosennego słońca, pełne niczem niezamąconej pogody, ale baczniejsze oko mogło dojrzeć, że generał