Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/103

Ta strona została przepisana.


pracowałaś choć trochę nad naukami przyrodniczemi, mąż mój wychowuje młodego chłopaka, któremu trudno idzie w szkołach, dla przygotowania go więc, dla korepetycyi...
— Pani, przerwała Marta, wiadomości moje z dziedziny nauk przyrodniczych tak są pobieżne, że zupełnie prawie żadne...
Zawahała się nieco i po chwili dodała:
— Umiem trochę rysować. Jeśli pani zna kogo, ktoby potrzebował lekcyi rysunku...
Marta po chwili namysłu przecząco wstrząsnęła głową.
— Z tem, rzekła, najtrudniej..., mało osób uczy się rysunku, a do tego jeszcze nauczają go przeważnie mężczyzni... Taki już zwyczaj.
— A więc, zaczęła Marta, ściskając rękę gospodyni domu, pozostaje mi tylko pożegnać panią i podziękować jej za okazywaną mi dobroć i uprzejmość.
Marta sięgnęła ręką po zgrabną kopertę, w której widać było parę asygnat, ale w tej chwili ktoś z boku dotknął jej rękawa. Był to wesoły Oleś, który przez cały czas rozmowy stał zdala w postawie bardzo skromnej i z wyrazem twarzy wcale nie wesołym. Oczy jego nawpół z zachwyceniem, nawpół ze szczerem politowaniem tkwiły w twarzy młodej wdowy, która na obecność jego nie zwracała najmniejszej uwagi. Być może, iż wchodząc