Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/113

Ta strona została przepisana.


Istnieje to dla starców, myślała, dla chorych, kalek, dla dzieci zresztą pozbawionych opieki, lub ludzi ostatecznie niedołężnych, czy zniedołężniałych moralnie i umysłowo.
Jestem młodą i zdrową, wielu jeszcze rzeczy robić nie próbowałam, które może robić potrafię, a że nie udało mi się znaleść zarobku w jednym zawodzie, mamże dlatego uciekać się do dobroczynności publicznej? Nigdy! zawołała w duchu i otworzywszy znowu swój pugilaresik, przeliczyła pozostałą w nim po załatwieniu sprawunków drobną monetę. Znajdowało się tam jeszcze około trzech złotych. Wystarczy to jeszcze przez tydzień na mleko i bułki dla mnie i dla Jańci, myślała, tymczase dobrzy ci ludzie znajdą dla mnie pewno robotę...
Znajomi Marty przy Ś-to Jerskiej ulicy mieszkający byli w istocie ludźmi bardzo dobrymi i szczerze zajmowali się przyniesieniem pomocy ubogiej kobiecie, która wzbudziła w nich współczucie połączone z szacunkiem.
Poczciwym tym usiłowaniom dopomagało wielce szczęśliwe położenie, jakie zajmował mąż Maryi Rudzińskiej względem jednego z pism warszawskich ilustrowanych, najzamożniejszych i najwięcej rąk zatrudnić mogących. Był on współpracownikiem pisma tego