Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/114

Ta strona została przepisana.


dawnym, zasłużonym i wysoko szanowanym. Głos jego tak u wydawcy, jak na sesyach redakcyjnych znaczył wiele, wstawienie się za kimś, słowo prośby przez niego wymówione, lekceważonem być nie mogło. Do tego jeszcze Adam Rudziński był pisarzem wyłącznie prawie poświęcającym się badaniom kwestyi społecznych, a pomiędzy niemi i położeniem w społeczeństwie kobiet ubogich. Martę widział on kilka razy w swoim domu, gdy udzielała lekcye jego córce, a zajmująca powierzchowność młodej kobiety, żałobna jej suknia, pełen godności układ w połączeniu ze szlachetnym postępkiem jej, o którym w słowach pełnych zapału opowiedziała mu Marya, wzmogły gorliwość jego usiłowań.
Skutek usiłowań tych pomyślny był i prędki.
Jedna więcej para rąk nie okazała się zbyteczną dla pisma, które potrzebowało szerokiego współdziałania i szło już tylko o stopień uzdolnienia nowej robotnicy, mający wyrokować o przyjęciu lub odrzuceniu jej prośby.
Jakkolwiek jednak starania Adama Rudzińskiego względnie do natury okoliczności otrzymały skutek bardzo prędki, względnie do położenia Marty czas trwania był bardzo długim. Od dnia, w którym dowolnie zrzekła się zawodu nauczycielskiego, upłynął