Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/117

Ta strona została przepisana.


nie szacunek nakazujące, jeśli posiada wyłączny jakiś talent lub doskonałą jaką umiejętność“. Marta żadnego z warunków tych nie posiadała; właścicielka informacyjnego bióra raz już zawiódłszy się na niej, poznawszy szczupły zasób jej wiadomości, małą doniosłość jej uzdolnienia, uważała ją widocznie za klientkę bardziej natrętną i kompromitującą, niż jakąkolwiek korzyść zakładowi jej obiecującą. Tam zaś, gdzie zjawiało się codziennie kilka lub kilkanaście osób w tem samem położeniu, w jakiem ona była, zostających, z temi samemi prośbami na ustach, z takim samym niedostatecznym zasobem w głowie, o trwałem współczuciu ze strony osoby, która je przyjmowała, i mowy być nie mogło.
Marta pojęła, że karyera jej w zawodzie nauczycielskim stanowczo skończoną została, że gdziekolwiek z żądaniem swem udałaby się teraz, przejrzanoby naprzód towar wiedzy przez nią przynoszony, a przekonawszy się o podrzędnym jego gatunku, odprawionoby ją z niczem lub zepchnięto w szeregi czekające długo na zarobki maleńkie. Ona poprzestałaby zapewne na zarobku małym, ale czekać długo nie mogła.
Z ulicy Długiej idąc na Ś-to Jerską, Marta jedną tylko myśl miała w głowie. Jakże nie-