Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/138

Ta strona została przepisana.


i zasobny, do usług swych potrzebuje prawdziwej armii komisantów, subjektów i t. d. Co więcej, niedawniej jak przed tygodniem, Ewelina D., spotkawszy się zemną w teatrze, mówiła mi, że utraciła teraz jednego z najużyteczniejszych sklepowi jej subjektów i znajduje się z tego powodu w pewnym kłopocie. Czy zgodziłabyś się pani stać w sklepie za kontoarem, przyjmować gości sklepowych, mierzyć materye, urządzać w oknach wystawy itd. Miejsca takie bywają bardzo dobrze opłacane, aby spełniać przywiązane do nich czynności, niczego więcej prawie nie trzeba, jak uczciwości, przyzwoitości układu i dobrego smaku. Czy pojedziesz pani ze mną do Eweliny D.? przedstawię cię jej, w potrzebie poproszę, namówię...
W kwadrans po wymówieniu słów tych przez Maryę Rudzińską, dorożka, wioząca dwie kobiety, zatrzymała się przed jednym z najokazalszych sklepów, przy ulicy Senatorskiej istniejących. Przed drzwiami, opatrzonemi w szerokie zwierciadlane szyby, stały dwie karety, pięknymi bardzo końmi zaprzężone, ze stangretami w liberyi na koźle.
Dwie kobiety wysiadły z dorożki i weszły do sklepu. Na odgłos dzwonka, zawieszonego u drzwi, z za długiego stołu, całkiem prawie przedzielającego sklep na dwie połowy, wy-