Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/139

Ta strona została przepisana.


biegł młody mężczyzna i z bardzo zgrabnym ukłonem zapytał, je czego żądają.
— Chciałabym widzieć się z panią Eweliną D., rzekła Marya Rudzińska, czy jest w domu?
— Nie wiem z pewnością, z nowym ukłonem odpowiedział młody człowiek, ale natychmiast slużyć pani będę z odpowiedzią.
Kończąc te słowa, poskoczył ku przeciwległej ścianie i przyłożył usta do otworu tuby, prowadzącej na wyższe piętra domu głos mówiący na dole.
— Wyszła, ale zaraz wróci, odpowiedziano z góry.
Młody człowiek poskoczył znowu ku dwom, niedaleko drzwi stojącym kobietom.
— Raczą panie usiąść, wymówił, wskazując stojącą w rogu sklepu, aksamitem obitą kanapkę, albo, dodał wyciągając rękę w stronę wschodów zasłanych kobiercem, może na górę...
— Zaczekamy tutaj, odrzekła Marya Rudzińska i wraz z towarzyszącą jej kobietą usiadła na kanapie. — Mogłybyśmy pójść na górę i doczekać się powrotu pani Eweliny w jej mieszkaniu, półgłosem mówiła Marya do swej towarzyszki, zdaje mi się jednak, że dobrze będzie, jeśli przed rozmową z właścicielką sklepu przypatrzysz się pani zwykłym zajęciom osób, sprzedających towary, i zobaczysz, na czem one polegają.