Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/15

Ta strona została skorygowana.


— Ja panią odwiozę do nowego mieszkania, zawołała dziewczyna, zaraz zawołam dorożki.
W kwadrans po tej rozmowie dwie kobiety i dziecię wysiadały z dorożki przed jedną z kamienic przy ulicy Piwnej stojących.
Kamienica ta była wązka od frontu, ale wysoka trzypiętrowa, pozór miała stary i dość smutny.
Mała Jancia szeroko otwartemi oczami patrzyła na ściany i okna budowy.
— Mamo, czy tu mieszkać będziemy?
— Tu, moje dziecko, cichym zawsze głosem odparła kobieta w żałobie i zwróciła się do stojącego w bramie stróża.
— Proszę pana o klucz do mieszkania, które dwa dni temu najęłam.
— A! na facyatce zapewne, odparł stróż i dodał: niech pani idzie na górę! otworzę zaraz.
Z małego kwadratowego podwórka z dwóch stron otoczonego ślepym murem ceglastej barwy, a z dwóch innych staremi drewnianemi drwalniami i spichrzami, kobiety i dziecię weszły na wschody wązkie, ciemne i brudne. Młoda dziewczyna wzięła dziecię w objęcia i poszła przodem, kobieta w żałobie zwolna postępowała za nią.
Izba, której drzwi stróż otworzył, była dość obszerna, ale nizka i ciemna, jedno niewielkie