Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/153

Ta strona została przepisana.


niezbędniej, gwałtowniej niż kobiety... są oni przecież ojcami rodzin...
Tym razem Marya uśmiechnęła się.
— Moja droga, rzekła, muszę znowu odwołać się do praw koleżeństwa, aby ci powiedzieć, że machinalnie powtórzyłaś w tej chwili to, o czem mówiących słyszysz ciągle, a nad czem nigdy chyba nie zastanowiłaś się sama. Ci ludzie są ojcami rodzin, być może, ale kobieta, za którą wstawiałam się do ciebie, ma także dziecię, które wyżywić i wychować musi. Gdyby mnie naprzykład spotkało nieszczęście utracenia zacnego i drogiego człowieka, który nietylko daje mi szczęście serca ale pracą swą byt mi zabezpiecza, nie byłażbym matką i odpowiedzialną opiekunką mojej rodziny? Gdybyście oboje, mąż twój i ty, za lat kilka zeszli ze świata i jak bywa często nie pozostawili po sobie majątku, czyliż najstarsza córka wasza nie byłaby obowiązaną do podtrzymywania bytu, do starań około wychowania i pokierowania w świecie młodszego rodzeństwa?
Ewelina słuchała słów tych ze spuszczonemi oczami, trudno jej było widocznie zebrać się na odpowiedź. Niemniejszej jednak trudności doświadczała w odrzuceniu bez dostatecznych powodów prośby kobiety, z którą stosunek miłym znać był jej sercu, a może i pochlebiał