Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/171

Ta strona została przepisana.


z mej strony nieuczciwością i zresztą nie przydałoby się na nic. Krój znam trochę, ale bardzo mało, o tyle, aby módz wykroić kołnierzyk, może koszulę... sukien, okryć a nawet wytworniejszej trochę bielizny krajać nie potrafię...
Właścicielka magazynu milczała, ale po ustach panny Bronisławy przeleciał niechętny trochę uśmieszek...
— To dziwne! rzekła zwracając się do naczelniczki zakładu, mnóstwo osób żąda zajmować się szyciem a tak trudno znaleść kogoś, ktoby był biegły w krajaniu. Jest to przecież podstawa całej roboty.
Tu biegła i niewątpliwie wysoko opłacana szwaczka zwróciła się do Marty:
— Co zaś do samego szycia? wymówiła pytającym znowu tonem.
— Szyć umiem nieźle, odrzekła Marta.
— Na maszynie, zapewne.
— Nie, pani, na maszynie nie szyłam nigdy.
Panna Bronisława zesztywniała, założyła ręce na piersi i stała w milczeniu. Właścicielka magazynu wyglądała też w tej chwili sztywniej i chłodniej trochę niż wprzódy.
— Prawdziwie... zaczęła po chwili jąkając się i z trochą zmięszania, jestem prawdziwie bardzo zmartwioną... potrzebowałam głównie osoby zdatnej do kroju... zresztą i do szycia,