Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/184

Ta strona została przepisana.


szczególnie jej szło, dopóki maszyn do szycia nie było. Odkąd zaczęto szyć na maszynach, Szwejcowa wzbogaciła się. Może to komu wydać się dziwnem, a jednak tak jest. Słyszałam, jak pani N. rozmawiając z panną Bronisławą mówiła, że Szwejcowa eksploatuje biedne robotnice, które mało umieją i z wielkiej biedy muszą pracować za byle co. Nie rozumiem dobrze, co ten wyraz znaczy, ale zdaje mi się, że jeżeli Szwejcowa krzywdzi biedne kobiety, nie tylko jej w tem wina, ale jeszcze i kogoś innego...
Tu szwaczka umilkła i zamyśliła się. Nie umiała widocznie zdać sobie dokładnej sprawy z jakiejś myśli, która świtała w jej głowie.
— Nie wiem już doprawdy, czyja to wina, ale proszę pani, dlaczegoż są na świecie kobiety takie, które można krzywdzić, co ja mówię, które chodzą i proszą jeszcze, aby je krzywdzono, byleby tylko dano im także kawałek czarnego chleba?
Marta przyśpieszała wciąż kroku; szła tak prędko, że Klara zaledwie podążać za nią mogła. Niebawem też znalazły się na ulicy Freta.
— Tu, pani, rzekła Klara wchodząc w nizką, wilgotną bramę jednej z kamienic.
Z bramy weszły na dziedziniec, wązki, długi, ciemny, z czterech stron otoczony wy-