Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/220

Ta strona została przepisana.


uzbierać pewien zapasik wiadomości. Oprócz tego pozwól pani sobie powiedzieć, że sposób jej wyrażania się, jak też zapatrywanie się na życie, świadczy o umyśle, który nie jest w zupełności nieuprawnym. Dlatego sądzę, że spróbować pracy na nowem jeszcze polu możesz pani i powinnaś...
Przy ostatnich słowach księgarz zdjął z pułki niewielkich rozmiarów książkę. Oczy Marty zajaśniały.
— Jestto świeże dziełko jednego z francuskich myślicieli, którego przekład pożytecznym być może publiczności naszej i moim interesom. Miałem zamiar powierzyć go komu innemu, teraz jednak szczęśliwy jestem, że mogę służyć nim żonie naszego kochanego i nieodżałowanego pana Jana...
Mówiąc to księgarz zawijał w papier błękitny tomik.
— Jest to dzieło traktujące o jednej z bieżących kwestyi społecznych; jasno, przystępnie napisane, nie powinno być ono do przekładu zbyt trudnem. Ażebyś zaś pani wiedziała, dlaczego pracować będziesz, określić mogę, że honoraryum (wybacz pani urzędowy ten wyraz) udzielić jej będę mógł w sumie 600 złotych. Jeżeli zajęcie to okaże się dla pani odpowiedniem, znajdzie się może potem i coś innego do przełożenia. Nakoniec nie ja to