Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/266

Ta strona została przepisana.


poddaje go chłoście nagany publicznej. Ale ja nie byłam mężczyzną, byłam kobietą; obrażenie zaś, sprzywdzenie kobiety w ten sposób jak to miało miejsce pomiędzy mną i panem Edwardem, to rzecz wcale inna jak obrażenie i skrzywdzenie mężczyzny. Ça ne tire pas à consequence! Owszem, przynosi to chlubę, nazywa się powodzeniem, dzielnością męską, czyni młodego człowieka interesującym, rzuca nań pewien urok sławy. „Dzielny chłopak z tego Edzia!“ „Co za dyabelski zjadacz serc“ „Urodził się w czepku“ „ Ma szczęście do kobiet“ „Jemu zbałamucić dziewczynę, to jak orzech zgryść“ itd. itd. Każdy człowiek, moja droga, nadwyczaj lubi być chwalonym a nagany lęka się jak ognia. Mnóstwo ludzi nie czyni złego przez obawę nagany, a czyni dobrze przez pragnienie pochwały. Pan Edward miał do mnie sympatyą, nic dziwnego, miałam lat 18 i byłam piękną... pofolgował sobie tej sympatyi, w sposób, który zapewne był dla niego przyjemnym, nic dziwnego także; wiedział dobrze i od dzieciństwa, że takie folgowanie jest jego nieodebralnem prawem, z którego gdy nie skorzysta, nazywać się będzie w świecie mazgajem i niedołęgą! gdy zaś skorzysta, pasowanym zostanie na dzielnego chwata i zajmującego młodzieńca. Uczynił to, co uczyniłby na miejscu jego każdy, toteż nie mam do niego pretensyi żadnej,