Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/31

Ta strona została skorygowana.


mieściła się zagadka jej przyszłości, kwestya życia i śmierci jej i nietylko jej, ale jeszcze i jej dziecka.
Materyalnie młoda matka ta nie posiadała nic, albo prawie nic. Paręset złotych, pozostałe ze sprzedaży sprzętów po opłaceniu drobnych długów i kosztów pogrzebu męża, trochę bielizny, dwie suknie, stanowiły cały jej majątek. Klejnotów wielkiej ceny nie miała nigdy, te które miała, spieniężone przez nią w czasie choroby męża, zapłaciły nadaremne rady lekarskie i również nadaremne leki. Ubogie nawet sprzęty, napełniające nowe jej siedlisko, nie były jej własnością. Wynajęła je razem z izbą na poddaszu, za używanie ich również jak za izbę płacić obowiązała się z każdym pierwszym dniem każdego miesiąca.
Była to teraźniejszość smutna zapewne, naga, ale wyraźnie już określona. Nieokreśloną pozostawała przyszłość. Trzeba ją było zdobyć, stworzyć niemal.
Czy młoda, piękna ta kobieta ze smukłą kibicią, białemi rękami i jedwabistym kruczym włosem, opływającym kształtną głowę, posiadała jaką siłę zdobywczą? czy z przeszłości swej wyniosła cokolwiek, z czegoby stworzyć mogła przyszłość? Myślała o tem siedząc na nizkim drewnianym stołku, przed żarzącymi się węglami ogniska. Oczy jej z wy--