Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/313

Ta strona została przepisana.


lazła tam kucharkę, której wręczyła kartkę od księgarza otrzymaną. Kucharka udała się w głąb mieszkania, Marta usiadła na drewnianej ławce. Siedziała tam dobre dziesięć minut. Państwo Rzętkowscy namyślali się snać czy naradzali! Po dziesięciu minutach weszła do kuchni niemłoda kobieta z przyjemną powierzchownością, w ubraniu oznaczającym dostatek. Trzymała w ręku kartkę księgarza. Zbliżyła się do Marty, która na widok jej powstała i kilka sekund patrzyła na nią uważnie.
— Przepraszam panią, rzekła z trochą zmięszania w głosie, przed kilku dniami potrzebowaliśmy w istocie pokojowej, ale teraz już nie potrzebujemy... bardzo żałuję... przepraszam. Rzekłszy to, niemłoda pani ukłoniła się stojącej przed nią kobiecie daleko grzeczniej niż się to czyni zwykle względem kandydatki na pokojową i opuściła kuchnię.
W pokoju, do którego weszła, siedział z fajką przy ustach szpakowaty mężczyzna i dwie młode panienki haftowały przy oknie...
— Cóż? zapytał niemłody mężczyzna, nie przyjęłaś jej?
— Naturalnie że nie przyjęłam. Wdowa po urzędniku... wymagałaby zapewne dla siebie szczególniejszych jakichś względów... taka szczupła, delikatna... gdzieby jej tam pokoje wymiatać albo godzinami całemi stać nad żelazkiem...