Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/350

Ta strona została przepisana.


pracowania? która utraciła szacunek dla samej siebie, przed samą sobą rozsypała się w proch nikczemny dlatego że pracować nie mogła? Człowiek ten nie mógł wiedzieć o tem. Postępek jego z tą kobietą nie mógł służyć złem świadectwem o mierze dobroci i litości zawartej w jego sercu. Bardzo być może, iż był dobrym i litościwym, iż otwarłby dłoń hojną przed bezsilnem kalectwem, zgrzybiałą starością, obalającą chorobą. Ale kobieta, która wyciągnęła ku niemu rękę żebrzącą, była młoda i nie dotknięta fizycznem kalectwem żadnem, choroba nie wybiła się na jej zewnętrzność widzialnymi dla wszystkich znakami.
O moralnem zaś jej kalectwie, które przywiodło ją przed niego, o trawiącej gorączce, która od tak dawna paliła pierś jej stopniowo, w proch i zgliszcza zamieniając najlepsze uczucia człowiecze, obejmowała głowę jej napełniając ją coraz gęstszym duszącym dymem ciemnych trujących myśli, on nie wiedział. Nie wiedział a więc wyrzekł: jesteś młoda i zdrowa, możesz pracować! Słowami temi wypowiadał rzecz całkiem słuszną a jednak zarazem bezwiednie popełniał niesprawiedliwość okrutną.
Przed kilku miesiącami, przed parą jeszcze tygodniami może Marta pojęłaby wszystko, co było słusznem i prawdziwem w zwróconych