Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/75

Ta strona została skorygowana.


z fizyonomią pełną swobody i pojętności, bez najmniejszego zmięszania, ukłoniła się przyszłej nauczycielce swej bardzo zgrabnie.
W tej samej chwili w przedpokoju ozwał się dzwonek; do salonu jednak nikt nie wszedł, tylko po kilkunastu sekundach portyera, całkiem prawie przysłaniająca drzwi sąsiedniego pokoju, poruszyła się i w szczelinie, utworzonej pomiędzy ciężkiemi fałdami pąsowej materyi, ukazała się para czarnych, jak węgiel, ognistych oczu, należących widocznie do twarzy męskiej, bo ponad nią widać też było kawałek śniadego czoła, z gęstą, czarną, krótko przystrzyżoną fryzurą, a poniżej ukazywał się rożek czarnej, sterczącej bródki. Wszystko to jednak zaledwie było widocznem wśród gęstych załomów materyi, a pozostało zupełnie niewidzialnem dla osób rozmawiających w salonie, profilem do drzwi zwróconych.
Gospodyni domu ciągnęła dalej rozmowę swą z Martą.
— Ostatnia nauczycielka córki mojej, panna Dupont, uczyła bardzo dobrze i Jadzia czyniła przy niej znaczne postępy. Mąż mój przecież sądził i mnie o tem przekonał, że niezupełnie dobrze było z naszej strony, dawać sposobność pracowania cudzoziemce wtedy, gdy naokoło nas tyle znajduje się najzacniejszych kobiet miejscowych, tak usilnie poszu--