Strona:Eliza Orzeszkowa - Mirtala.djvu/127

Ta strona została skorygowana.

setnikiem stanął, do pasa mu zaledwie wzrostem sięgający człowieczek, w brudno-czerwonéj bluzie, pół-ryży a pół-łysy, ze śladami sandałów na bosych prawie nogach. Żółte, małe oczy, z kocią przebiegłością ku grubéj i wielkiéj twarzy olbrzyma podnosząc, zawołał:
— Gdzie i kiedy wściekły pysk ten widziałeś, Pedanusie, powié ci o tém Silas, lektykarz z tamtéj strony Tybru. Widziałeś go na czele judejskiego wojska, zbuntowanego przeciw Cezarowi... Wrogiem on jest Cezara i bogów... żydem zaciekłym, który chciał-by usmażyć cię, Pedanusie, i zjeść na sabatową wieczerzę... Zbiegiem on jest, którego dawno już ścigają władze rzymskie...
— Pamiętam! — krzyknął Pedanus — na Herkulesa! przypomniałeś mi wszystko, lektykarzu, podobny do glisty! Widziałem go na czele przeklętych buntowników, u boku Jana z Giszali... Zawsze on tam był, zawsze był u boku tego azyatyckiego lamparta... sam jak lampart!...
— Przekleństwo mu! — zawył tłum — przekleństwo zbuntowanemu plemieniu jego!
— Gdzie on mieszka? łysa głowo! gdzie on ukrywa się, glisto! Gadaj, oberwańcze! roztwórz brudny pysk swój, Syryjczyku! Prowadź nas... niech go w pokutnéj ofierze zarzniemy na ołtarzu Apollina... Prowadź nas!... niech go skrępowanego oddamy mściwéj dłoni Tytusa...
Odpowiedzi nie było. Mały, skurczony, jak wąż zwinny Silas, zmieszał się z pstrym, wrzeszczącym, miotającym się tłumem i — zniknął.