Strona:Emil Zola - Germinal.djvu/259

Ta strona została przepisana.

Opowiadał, że jego kochanką jest księżniczka, przed którą stanąć nawet nie są godni. I wistocie zachowywał się dziwacznie. Zabierał zazwyczaj zdobycz, nakazywał im ze srogą miną wracać do domu, a sam nikł gdzieś nagle jakby wpadał w ziemię.
I dziś się tak stało.
— Oddaj! — krzyknął i wydarł rybę z rąk Beberta, gdy zatrzymali się nareszcie na zakręcie drogi do Reąuillart wiodącej.
Bebert protestował.
— Wiedz o tem, że musisz mi dać kawałek! Ja przecież zdobyłem, a nie ty!
— Ha... co? — wykrzyknął Jeanlin. — Dostaniesz, jeśli co zostanie z tego, ale jutro... nie dziś!
Potrącił Lidyę, ustawił ich w rząd jak żołnierzy. Potem stanął z tyłu i roskazał:
— Macie tak stać przez pięć minut... nie oglądając się. Do licha, gdyby się które obejrzało, wypadną dzikie zwierzęta i pożrą was. A po pięciu minutach pójdziecie prosto do kolonii. Gdybyś Bebert tknął jeno Lidyę, natychmiast dowiem się o tem i zbiję cię na kwaśne jabłko!
Znikł w ciemnościach tak zwinnie, że nie słychać było nawet stąpania jego bosych nóg. Dzieci stały bez ruchu długą chwilę drżąc ze strachu, że wyłoni się z ciemności ręka i zbije oboje w razie nieposłuszeństwa. Pod wpływem obawy przed Jeanlinem wytworzył się między Lidyą, a Bebertem rodzaj sympatyi. Bebert radby był objąć dziewczynę, jak to czynili inni, a ona też nie byłaby od tego, przeczuwając, że kochałby ją czule i traktował inaczej jak Jeanlin. Ale żadne nie odważyło się na opór. Poszli nie dotknąwszy się nawet, w ciemności kroczyli obok siebie smutni i pewni, że za pierwszym pocałunkiem tyran ich wypadłby skądś i ukarał ich.
Stefan właśnie o tym czasie stanął w Requillart. Mouąquette prosiła go, by przyszedł i uczynił to mimo pewnego wstydu. Nie przyznawał się wobec siebie, że poczyna nabierać upodobania do tej dziewczyny, która go ubóstwiała. Przyszedł zresztą, po to, by zerwać, by jej