Strona:Emil Zola - Germinal.djvu/400

Ta strona została przepisana.

wrzasło, że mordują ich pewnie w poczekalni. Nagle wszyscy jakby pchnięci żądzą zemsty rzucili się do złożonych w wielkie kwadry cegieł, które tutaj na miejscu wypalano dla potrzeb budowlanych kopalni. Niebawem każdy miał u nóg spory zapas amunicyi i atak się rozpoczął.
Brulé rzuciła pierwszą cegłę. Rozłamała ją na swem chudem kolanie i obu rękami rzuciła kawałki w wojsko. Pani Levaque rzucała także, ale gąbczaste jej ramiona bezsilne były, musiała więc podchodzić blisko, choć i tak nie robiła wielkiej szkody. Daremnie odciągał ją Bouteloup mający nadzieję nakłonić ją do zastanowienia ze względu, iż mąż był już w niewoli. Rzucała jak wściekła. Wszystkich ogarnął szał. Mouquette nie mogąc łamać cegieł na zbyt tłustych udach rzucała całe. Nawet malcy stanęli do walki, a Bebert uczył Lidyę rzucać trafnie. Deszcz pocisków dudnił po murze. Nagle wszyscy ujrzeli Katarzynę. Podobna do furyi z włosami rozpuszczonemi miotała cegły z siłą, której, u niej niktby się nie był spodziewał. Nie wiedziała czemu to czyni. Ogarnęła ją żądza zniszczenia. Wszystko jedno, niech raz się skończy to nędzne życie! Miała już dość cierpień, upokorzeń, bicia! Wypędzona z domu kochanka, zmuszona czekać jak pies w błocie, nie śmiejąc iść do ojca żebrać o łyżkę zupy, gdyż sam jej nie miał postanowiła skończyć z tem wszystkiem. Lepiej nie było nigdy i nie będzie, więc pora umrzeć. Rrzucała cegły opanowana żądzą zniszczenia, a oczy jej zaszły krwią, tak, że nie wiedziała komu gruchocze kości.
Stefanowi stojącemu przed żołnierzami mało nie rozbiła głowy. Trafiła go cegła w ucho, obejrzał się i zadrżał widząc, że cios padł z ręki Katarzyny, ale bez względu na niebezpieczeństwo nie ruszył się z miejsca i patrzył na nią. Wielu patrzyło wymachując jeno rękami, a Mouquet oceniał rzuty, jakby przy partyi kręgli.
— O, ten trafił w sedno!
— Z tego nie będzie nic!