Strona:Emil Zola - Germinal.djvu/405

Ta strona została przepisana.
CZĘŚĆ SIÓDMA.

I.

Echo strzałów w Montsou dobiegł aż do Paryża. Wszystkie dzienniki opozycyjne przepełniły opisy, od których czytelnikom stawały włosy na głowach. Dwudziestu pięciu rannych, czternaście trupów, wśród których dwoje dzieci i trzy kobiety! Prócz tego jeńcy! Levaque wyrósł na bohatera, słowa których miał użyć wobec sędziego śledczego, godne były Demostenesa. Cesarstwo ugodzone własnemi kulami w własne swe ciało zachowało majestatyczny spokój, nie przyznając się do porażki, nie czując jej nawet może. Usiłowano sprawę przedstawić w przyzwoitych rozmiarach, licząc, że stolica robiąca opinię zapomni rychło o tem, co się zdarzyło „przypadkiem" gdzieś daleko, na północy, w krainie węgla. Kompania otrzymała roskaz zatuszowania całej sprawy i natychmiastowego zakończenia strejku, który mógł się stać socyalną klęską.
Już we środę zjechali członkowie rady nadzorczej, a mieścina, która dotąd nie śmiała radować się z krwawej łaźni, odetchnęła pełną piersią. Mieszczaństwo zostało ocalone. Natura sama zdawała się radować z tego zwycięstwa, słońce przygrzewało, rośliny kiełkować poczęły, otwarto okiennice pałacu posiedzeń rady, dom odżył, a z wnę-