Strona:Erazm Majewski - Profesor Przedpotopowicz.djvu/233

Ta strona została uwierzytelniona.
XXVI.
Nosorożec kosmaty. — Wielka epoka lodowa. — Ognisko. — Musteryeńscy mieszkańcy jaskini.
S


Stanisław wykonał plan ułożony, ale niezadowolony mruczał niechętnie.

— Odkąd mamy broń — zaczyna mi się słabo robić z głodu. Wartoby coś upolować.
— Sądzisz, że to łatwo? krzemienną bronią trzeba się nauczyć władać.
— Więc inaczej zrobię. Przeszukam jaskinię. Może znajdę śpiżarnię przedhistorycznej gosposi, a w niej jaki niedogryziony przysmak.
— Biedny chłopiec... on marzy o gosposi... i przysmakach! — szepnął profesor.
Stanisław jednak znikł w grocie z zapalonem łuczywem. Znalazł tam sterty ogryzionych i potrzaskanych kości i kosteczek, dosyć pierza i nóg ptasich, łby wężów i jaszczurek, skorupy jaj ptasich, czaszki rogate i nierogate, z których mózg wyjedzono. Pod nogami brzękały mu liczne wióry krzemienne, oraz nieudatne i w stanie półwykończonym porzucone ostrza do dzid. Były i duże bryły krzemienia, owego najcenniejszego niegdyś dla ludzi minerału. — Do spożycia nic nie znalazł. Wtem wzrok jego padł na bryłę kudłatą, od której zalatywał bardo silny odór rozkładającego się mięsa. Zbliżył się, ciekaw, co by to było, ale opuścił zatęchłą jaskinię. Na jego twarzy malowało się ogromne zdumienie.
— Cóżeś tam znalazł nowego?
— Panie! takiego potwora nie spodziewały się oczy moje ujrzeć! — zawołał sługa.
— Mówże wyraźnie, coś widział?
— Łeb nosorożca!
— Nosorożec,... tutaj? — wykrzyknął Puckins.
— Doprawdy! wielki, a kosmaty... jak niedźwiedź.
— Pleciesz i kwita!