Strona:Erazm Majewski - Profesor Przedpotopowicz.djvu/308

Ta strona została uwierzytelniona.

To, co istnienia zwiem imieniem,
Co zwiem poczęciem i konaniem,
Jest tylko prochów wirowaniem,
I męką ciał i utrapieniem.

∗                              ∗

Szalony więc ten, komu zda się,
Że coś buduje lub wywraca;
Daremne trudy! próżna praca!
Wszystko już było kiedyś w czasie!
Znikomość jest dzieł ludzkich gońcem,
Co jest, to było już od wieka,
Co było — nowych wcieleń czeka,
Nowego niemasz nic pod słońcem!!
...............
Mijają ludzkie pokolenia,
Jak fale, gdy wiatr morzem zmąci,
I niemasz godów ich pamięci,
I niemasz bólów ich wspomnienia!...[1]

— Milcz! — krzyknął Przedpotopowicz i zerwał się gwałtownie z łoża, ale go silne ramię z delikatnością kobiecą powstrzymało.
— Spokoju! — szepnął miękko głos łagodny, ale przekonywający. Przedpotopowicz uczuł dziwny ból w skroniach i zamknął powieki. Gdy je podniósł, ujrzał pochyloną nad sobą postać o niezwykłym wyglądzie. Wyraz twarzy był słodki, niewypowiedzianie szlachetny, myślący, a wzrok do głębi duszy sięgał. Nigdy jeszcze geolog podobnych oczu nie spotkał. Jakiś czar nieziemski bił z tych źrenic jasnych, jak promień słońca, jak młodość — a patrzących z oblicza zwiędłego już od lat przeżytych. Geolog uczuł bezwiedną, a silną sympatyę do tej istoty.
Cera ciemno­‑popielata i zupełny brak zębów oraz zarostu na twarzy i głowie wzbudziły podziw i ciekawość.
Nie umiał odpowiedzieć sobie nawet na pytanie, czy to mężczyzna, czy kobieta?

— Kto jesteś? — zapytał po polsku.

  1. Włodzimierz Zagórski: Król Salomon.