Strona:Ernest Renan - Żywot Jezusa.djvu/75

Ta strona została uwierzytelniona.

W Judei nadzieje te doszły do punktu kulminacyjnego. Ludzie świętobliwi, jak Symeon, który według legendy miał piastować na rękach Jezusa, jak Anna, córka Fanuelowa, uznana prorokini[1], strawili życie całe w pobliżu świątyni na postach i modłach, aby tylko Bóg nie odwołał ich z tej ziemi, ażby ujrzeli ziszczone wszystkie nadzieje Izraela. Czuć, iż zbliża się epoka zdarzeń wielkich, nigdy przedtem nie widzianych.

Ten chaos rozumowań i marzeń, zawodów i nadziei, ten żar tęsknoty, rozdeptywany ustawicznie twardą stopą rzeczywistości, znalazł nareszcie rzecznika w człowieku nadzwyczajnym, którego głos ludu mianował »Synem Bożym« i to z całą słusznością, gdyż dzięki jemu religia uczyniła taki krok naprzód, jakiego nie uczyniła nigdy ani przedtem ani potem.



  1. Łuk. II, 25 i następne: »A oto był człowiek w Jeruzalemie, któremu imię było Symeon; a ten człowiek był sprawiedliwy i bogobojny, oczekujący pociechy Izraelskiej... I obwieszczony był od Bogà przez Ducha Świętego, że nie miał oglądać śmierci, ażby pierwej oglądał Chrystusa Pańskiego. Ten przyszedł z natchnienia Ducha Świętego do kościoła; a gdy rodzice wnosili dziecko Jezusa... tedy on wziąwszy je na ręce swoje, chwalił Boga i mówił: Teraz puszczasz sługę Twego Panie!... A była Anna Prorokini, córka Fanuelowa z pokolenia Asser, która była bardzo podeszła w leciech... nie wychodziła z świątyni, w pościech i modlitwach służąc Bogu w nocy i we dnie. Ta onejże godziny nadszedłszy, wyznawała Pana i mówiła o nim wszystkim, którzy oczekiwali odkupienia w Jeruzalemie.