Strona:Erotyki (Zbierzchowski).djvu/053

Ta strona została uwierzytelniona.
ZŁOTA JESIEŃ.


 Jesień dłonią rozrzutną
Sypie skarby bezcenne,
O! jak złote są dnie,
Noce jakie promienne.

Słońce łaską ostatnią
Złoci trawy i drzewa.
Sypie, sypie się deszcz,
Zwiędłych liści ulewa.

Serce dobre swe skarby
Rzuca dłonią bogacza,
Nie pamięta już krzywd,
Wszystkie winy przebacza.
 
Na uwiędłym listeczku
Cudna barwa pąsowa,
Tam dotknięciem swych ust
Napisałem dwa słowa.

Wiatr go wyrwał z mej ręki,
W krąg jesiennej zamieci
Niesie, niesie go w dal...
Lecz czy tylko doleci?