Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/216

Ta strona została uwierzytelniona.
182
F. ANTONI OSSENDOWSKI


nie pociągnie to za sobą wybuchu nienawiści, rewolucji, wojny? Wreszcie — co uczynimy z miljonami szeregowych, zwykłych robotników, systematycznie wyrzucanych za burtę życia państwowego przez maszyny nieżywe i przez maszyny żywe i myślące, jakimi będą specjaliści, dobrani na podstawie ścisłych badań naukowych?
Lenin długo nie odpowiadał. Zmarszczki poruszały mu się na czole, przymknięte powieki drżały.
— Szeregowcy powinni powstać — syknął, — wymordować nadmiar ludzi-maszyn, potrzebnych zaś trzymać żelazną ręką, gwałtem, terorem zmusić ich do służenia całemu społeczeństwu, które będzie kontrolowało i dokonywało sprawiedliwego podziału produktów.
Amerykanin zaśmiał się szyderczo.
— Zburzenie wyższej formy cywilizacji dla dobra tłumu biernego i ciemnego? Powrót do starych metod gospodarstwa? — spytał.
— O, nie! — wybuchnął Lenin. — Proletarjat posiada wielką wynalazczość w zakresie przerażającego teroru! Potrafi on zmusić fachowców do pracy wytężonej, sumiennej i postępowej. Oprócz tego, jak mrowisko, zacznie on wytwarzać ściśle obliczone kadry specjalistów we wszystkich dziedzinach. Będzie to następnym etapem pracy biologów i psychologów!
Mr. King oczy szeroko otworzył.
God! — zawołał. — Zabrnął pan jedną nogą w mroczne średniowiecze, z jego gwałtem i przemocą, drugą — w krainę dalekich, fantastycznych wieków! Ani na jednem, ani na drugiem nic zbudować panu się nie uda!
— Zobaczymy! — syknął Lenin i zęby zacisnął.
— Nie zobaczymy! — zaprzeczył Amerykanin.
— Strach o życie i twarda, niemiłosierna ręka cudów mogą dokazać! — szepnął Lenin.
— Cudów — nie! Zbrodni — tak! — padła stanowcza odpowiedź.
Po tych słowach, wypowiedzianych z oburzeniem, Amerykanin wstał i, nie patrząc na Lenina, rzekł:
— Myślałem, że pan dąży do rewolucji, aby wstrząsnąć zmaterjalizowanym, mieszczańskim światem i utorować dro-