Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/278

Ta strona została uwierzytelniona.
240
F. ANTONI OSSENDOWSKI


potokach krwi! Proletarjat będzie nielitościwy i zwycięstwo rewolucji utrwali na zawsze! Towarzysze! Wszystko należy do pracujących i nic bez ich woli i zgody nie zostanie postanowione!
— Śmierć ministrom! — rozległ się krzyk. — Znajdują się w cytadeli! Oddać ich w ręce nasze!
Nie zdołał przebrzmieć ten krzyk niebezpieczny, podbudzający, gdy Lenin rękę podniósł i, uprzedzając inne głosy, zawołał donośnie:
— Towarzysz nie wyraża woli proletarjatu, żądając burżuazyjnej zemsty nad nieszkodliwemi nikczemnikami. Kierenskij umknął i zamierza prowadzić na stolicę wojska. Lecz wiemy, że nasi towarzysze już uniemożliwili ten zamiar. Wojska Kierenskiego rozpadły się i żadna kompanja nie dojdzie do Piotrogrodu!
— Niech żyje Lenin! Lenin! Lenin! — przelewała się fala krzyków.
Finnowie uciszyli tłum.
— Towarzysze! Któż pozostał? Niemowlęcy Tereszczenko, śmieszny ministerek, kukiełka dziecinna, i inni, co nic nie zrobili ani złego, ani dobrego, bo nie mogli nic zrobić, nie mając ani rozumu, ani woli, ani władzy? Muszą oni wykryć nam wszystkie tajemnice carskiego rządu, nieznane narodowi układy, najważniejsze dokumenty i tem przysłużyć się proletarjatowi. Zwolnimy ich, bo tymczasem są nam potrzebni. Ministrowie Kierenskiego nie są dla was bardziej niebezpieczni niż wróble na dachu, towarzysze!
Tłum ryknął śmiechem, niosły się zewsząd okrzyki:
— Och, Lenin! Och Iljicz, tęgi chłop! Ostry ma język, niczem brzytwa! Cha — cha — cha! Ministrów nazwał wróblami na dachu! Och, rozśmieszył nas! Lenin! Lenin!
Inni wołali jeszcze głośniej:
— Wypuścić wróbli z klatki...! Hej, czem oni są dla nas?! Plunąć i rozetrzeć...
— Dobrze, towarzysze, spełnimy wasze życzenie! Ministrowie po przesłuchaniu ich przez towarzyszy Trockiego, Preobrażeńskiego, Zalkinda i Rykowa zostaną zwolnieni — krzyknął Lenin. — A teraz rozchodźcie się do domów po znojnym dniu, a bądźcie baczni, aby nigdzie nie zaczaił